1. Trzy lata temu moja mama kupiła i przeczytała Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Llosy. Niemal natychmiast się w nim zakochała. Od tej pory w mieszkaniu przybywało książek peruwiańskiego pisarza. Stwierdziłam, że muszę to przeczytać.
2. Dwa lata temu ta sama książka została pochłonięta przez moje trzy przyjaciółki. Każdej się podobała, a jednak bezkrytycznie się zachwyciła.
Stwierdziłam, że muszę to przeczytać.
3. Rok temu Llosa dostał Nagrodę Nobla. Przeczytałam dziesiątki wywiadów, artykułów i recenzji.
Stwierdziłam, że muszę to przeczytać.
4. Kilka dni temu Llosa był w Polsce. Wybrałam się na spotkanie autorskie. Przed spotkaniem
Stwierdziłam, że muszę to przeczytać.
W końcu przeczytałam.
Książka na którą długo się czeka, o której ma się pewną opinię, pomimo braku lektury, jest w pewnym stopniu książką wyjątkową. Zdążyła zająć już w moim życiu o wiele więcej miejsca, niż większość moich lektur, łącznie z tymi ulubionymi. Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki mogłam albo pokochać, dołączając tym samym do grona fanów (w którym są moi najbliżsi), albo się na niej zawieść.
Zawiodłam się.
Ale przyznaję się, że chyba na ten zawód czekałam. Spodziewałam się go. Właściwie sięgając po książkę, robiłam to trochę po to, żeby móc na nią ponarzekać. Bo czy mi się często zdarza nie podkreślić ani jednego zdania w powieści? Nie często. Prawie nigdy. No i zdarzyło się. Nie zachwycił mnie język, nie zachwyciły przemyślenia, nie zachwyciła składnia. To wszystko było przeźroczyste.
A więc zostałam zmuszona do przerzucenia się na inne myślenie o powieści. Musiałam się skupić na fabule. A nawet nie skupić. Musiałam z nią popłynąć. Bo trzeba przyznać, że Szelmostwa czyta się błyskawicznie. Strona po stronie zamieniają się w przeszłość, a ja się dziwię, że idzie to tak gładko. "Książka na jeden wieczór" zdaje się być tu pasującym określeniem.
Mamy mężczyznę całe życie zakochanego w jednej kobiecie. A kobieta ta jest tak zwanym "wolnym duchem", który dąży do swojego sukcesu. Jest przebojowa, wojownicza i ponętna. I póki akcja wyglądała w ten sposób, nie porywała mnie. Nie dziwiła. Nie bulwersowała. Przełom nastąpił dopiero w momencie, kiedy Niegrzeczna Dziewczynka "upadła". Dopiero wtedy, już za połową powieści, historia mnie pochłonęła. Wtedy stwierdziłam, że książka...
Chyba mi się podoba.
4/6

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz