Tak, przy najbliższej okazji, kiedy mnie znów zapytają, muszę im opowiedzieć o szczęściu obozów koncentracyjnych.
Jeśli zapytają. I jeśli sam nie zapomnę.
Ciężko mówić o nobliście. Właściwie przyjęły się dwie konwencje:
1. Nobel zasłużony – recenzent głośno krzyczy: TAK! Właśnie! Dokładnie!
2. Dobry pisarz, no ale przecież nie na Nobla.
Nobel jest do bólu polityczny I nikt już tego nie kryje. Nagradzane są tematy rewolucyjne, postkolonialne, feministyczne, czy zagładowe. Kertesz otrzymał Nobla "za powieści, które przeciwstawiają osobiste doświadczenie jednostki brutalnym zrządzeniom historii". Czego by się nie mówiło o Sztokholmie, jedno trzeba przyznać: opis doświadczenia szczęścia w Auschwitz wart jest wszelkich nagród.
Z całości zostało mi tylko tyle, że ten więzień, autor książki, lepiej pamiętał pierwsze, czyli już dalsze od niego, dni niż późniejsze, czyli bliższe czasu pisania. Wtedy wydawało mi się to nieco wątpliwe, a nawet nieprawdziwe. Ale mam wrażenie, że jednak nie kłamał: ja też najlepiej pamiętam pierwszy dzień, rzeczywiście, jak pomyślę, znacznie dokładniej niż następne.
Powieść głęboko autobiograficzna. Główny bohater (budapeski Żyd) ma czternaście lat gdy zostaje wysłany do Auschwitz. Stamtąd został wysłany do obozu pracy w Buchenwaldzie. Otrzymujemy opis życia więźnia: dzień pracy, doświadczenie głodu I choroby. Na tym poziomie możemy mówić o typowej, mimo kilkukrotnego odwiedzenia Oświęcimia wciąż wstrząsającej, literaturze łagrowej. Mimowolnie nasuwają się wspomnienia opowiadań Borowskiego (którego Kertesz ceni I się na nim wzoruje), utworów Kossak-Szczuckiej czy Inny Świat Herlinga-Grudzińskiego. Ale węgierski pisarz robi coś więcej. Łamie stereotypy.
Nuda razem z tym osobliwym wyczekiwaniem: sądzę, że to jest mniej więcej to wrażenie, tak, ono oznacza naprawdę Oświęcim – oczywiście dla mnie.
Czy pomyśleliśmy kiedyś o obozowej nudzie? O człowieku, który czekając godzinami na śmierć nie ma co ze sobą zrobić? A o tym jak bardzo zabawne jest golenie ludzkich włosów? Kolega już nie będzie miał takiego powodzenia u dziewczyn jak dotychczas. Wreszcie kwestia świadomości: rozumienie wyjazdu do obozu jako możliwości podniesienia stylu życia, radość z powodu boiska do koszykówki na terenie obozu I panorama kominów na horyzoncie, uruchamianych w wypadku zarazy. Przespanie wjazdu do małej, nicniemówiącej miejscowości Auschwitz.
Potem przez jakiś czas namiot wypełnia półmrok I szept – to czas opowiadań o przeszłości, o przyszłośći, o wolności.
Kertesz w swojej powieści pokazuje człowieka. Nie tego, który jest ograniczony do podstawowych fizjologicznych potrzeb: głodu, pragnienia, ciepła. Okazuje się, że nawet w obliczu shoah ważne jest zapełnienie wolnego czasu, towarzystwo, śmiech.
Człowiek jest w stanie przywyknąć nawet do życia w niewoli (…). Natomiast w obozie koncentracyjnym jest to, według moich doświadczeń, nie całkiem możliwe. I śmiem stwierdzić, że – przynajmniej jeśli o mnie chodzi – nigdy z braku starania, nigdy z braku dobrej woli: problem w tym, że nie dają na to dość czasu, po prostu.
Książka nie jest gruba. I bardzo dobrze. Dzięki temu nie trzeba było przerywać lektury. Przez kilka godzin byłam zamknięta w 1944 roku. I naprawdę tam byłam. Na budapeskiej ulicy I w tramwaju, w pociągu, baraku obozowym I stołówce. Jakkolwiek cynicznie by to nie brzmiało: książkę czyta się dobrze. Nie wymaga specjalnej elokwencji czytelniczej, nie jest dla wybranych. Mierząc wartość książki ilością wypisanych przeze mnie cytatów, należy jej przyznać najwyższą ocenę. Kertesz wie jak używać języka. Rzadko kiedy ocenia, stara się nie wychodzić poza świadomość siebie sprzed trzydziestu lat (książka została napisana w 1975 roku). Jest po prostu dobra.
Jeśli poruszany przez powieść temat, który znam od dzieciństwa skłania mnie do przeglądania zdjęć z Buchenwaldu, jeśli poświęcam cały wieczór na czytanie artykułów o autorze, wreszcie jeśli pomimo upływu kilku dni zachciało mi się usiąść I napisać ten tekst – to znaczy że książka poruszyła cyniczną egzystencję.
To była świetna powieść.
5/6
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz